Kocha, nie kocha…Jak poznać, że mężczyźnie zależy…

– Niusiaczku, jutro będę u Ciebie rano. Jaki masz program w biurze? Możesz po mnie wyjechać? Mam takiego klienta niedaleko tego centrum handlowego, gdzie niedaleko byliśmy na basenie. Odbierzesz mnie? – Paweł mówił konspiracyjnym szeptem.
Hania nie za bardzo zrozumiała, o co mu chodzi. Jakie centrum handlowe? Jaki basen? Na basenie nigdy razem nie byli. Ale, zrozumiała, że łosie w biurze go słuchają i stąd takie dziwne sformułowania.

– Basen? Chyba sauna? – Paweł tylko mruknął w odpowiedzi – A, to pewnie! Stamtąd do biura mam najwyżej 15 minut. Oczywiście, że Cię zabiorę. O której będziesz? Jak zawsze? Przed dziewiątą?

– Tak, postaram się jak najwcześniej. To może ten parking podziemny pod centrum?

– Ok. Jesteśmy umówieni. Cieszę się, że to już jutro.

– Dzięki za pomoc i za info.

Paweł zakończył rozmowę, a Hania pomyślała, że jeszcze niedawno byłoby jej smutno, że tak oschle się z nią pożegnał. Dawniej, już by pisała do niego jakąś złośliwą odpowiedź, w stylu już ci na mnie nie zależy, nawet buziaczka nie dostałam. Nakręciłaby i siebie i jego negatywnymi emocjami, do takiego stopnia, że Pawłowi odechciałoby się do niej jechać. Ile razy już tak było? Taaa, parę razy się zdarzyło, że usłyszała od Pawła, że nie potrafi docenić, że on do niej jedzie. NO dobra, nieważne. Ha ha ha, kolejne słówko, które w jej ustach wkurzało Pawła niemiłosiernie. Nieważne. Hania używała go, gdy nie wiedziała, co dalej, gdy nie umiała znaleźć logicznych argumentów na swój podły humor i gdy odgrywała się za to na Pawle. Nieważne. Dziś wcale się już nie dziwiła, że on tego słowa: nieważne, tak nie cierpiał. Bo dla niego ich sprawy były ważne. Na pewno? Hej, dziewczyno! Opanuj się! Nie nakręcaj się! Jutro będziecie razem! Znowu! Lepiej szykuj się, bo będzie się działo! A jak on mnie nie zechce? A jak mu się nie spodobam? Taaa, akurat. Przypomnij sobie poniedziałkowe wideo, takie króciutkie przed snem. Gorrąco było, choć wieczór raczej do ciepłych nie należał. Lipiec pogodą nie rozpieszcza ostatnio. Paweł zadzwonił przed 21-ą. Włączyłaś kamerę a tam: naga klata. Już sam ten widok sprawił ci przyjemność, prawda? No, tak. Paweł zawsze dobrze wygląda. I te oczy jego, takie roześmiane, i te buziaczki, które dostałaś na powitanie. Mało? Rozumiecie się bez słów. Paweł zdążył tylko coś napomknąć, że śliczną masz koszulkę, a pod koszulką swobodne koleżanki, które go zachwycają swoim ruchem, a ty już wyskoczyłaś z tej koszulki i zademonstrowałaś ruch piersi wprost przed kamerą. Paweł jęknął tylko. U mnie też się już rusza – roześmiał się odchylając bokserki. Mało? To skąd takie pesymistyczne myśli? Jeżeli ci nie wystarczy fakt, że jemu widok twoich piersi w kamerze powoduje gotowość bojową, to jak inaczej ma ci okazać pożądanie? Zwariowałaś głupia babo! Aaa, już cię słyszę, że ostatnio trochę za dużo ważysz i że to widać po ciuchach, że znowu zmieniłaś rozmiar bielizny, że… taa… a Paweł ma o to jakieś pretensje? Powiedział coś kiedyś? Nie, no właśnie. To przestań. Rozmiar nie ma znaczenia, to tylko numer na wieszaku na ubraniach w sklepie. Nie możemy być wszyscy tacy sami. Szykuj się na jutro!

Hania skończyła wewnętrzny monolog. Spokojna. I uśmiechnięta. Po pracy zrobiła zakupy. Jak zwykle szykowała sałatkę. Paweł kochał jeść, a rano dobre śniadanie będzie jak znalazł. Przegląd szafy zakończony sukcesem. Sukienka o formie trapezu, zakończona szerokim ściągaczem na dole, tuż za kolanko i jasne czółenka na obcasie. Sukienka w kolorze ciepłego nasyconego fioletu pasowała do jej opalonej karnacji i do nowego koloru włosów gdzie ciepły kasztan błyszczał gdzieniegdzie pomarańczowymi pasemkami. Biżuterię wybiorę jutro – zdecydowała. Na pewno założę bransoletkę z bursztynkami, którą dostałam od ciebie na imieniny rok temu. A może to już dwa lata temu było? Kurcze, nie pamiętam. A, nieważne. Zaśmiała się.

Poranek zaczęła wcześniej. Przed piątą skunksy nie dawała już jej spać. Karmeluch wpakował się na nią i miaucząc przeraźliwie dopominał się o pieszczoty, ale bardziej o karmienie. Mokka też się zmaterializowała. Zeskoczyła na nią z półki nad łóżkiem i też dołączyła do chóru. Nie było wyjścia. Hania musiała wstać i nakarmić maluchy. A skoro wstała, to napisała do Pawła: doberek ?. Przybiegło ?. Acha, czyli już do mnie jedzie. Za wcześnie jest by coś szykować, wróciła więc do łóżka, ale spanie już jej nie wychodziło. Emocje, emocje, emocje… bo to już za chwilę znowu się zobaczą. Paweł ostatnio był w okolicach Wielkiej Nocy. Trzy miesiące. Jakoś im nie wychodziło spotkanie. Albo ona nie miała jak się urwać Rumburakowi, albo Pawłowi wypadały jakieś zebrania. Aj, jakoś tak nie wychodziło… Dobrze, że chociaż było wideo i zdjęcia o poranku w sobotę, albo wieczorem w czwartek. No i była jeszcze prawdziwa perełka. Szkoda, że Hania nie wiedziała jak włączyć nagrywanie w telefonie, a może WA nie ma takiej opcji? A nieważne! A właśnie, że ważne to jak ważne. Parę tygodni temu Paweł był w delegacji u klienta. Świętowali jakieś tam …-lecie firmy i była impreza. Wiadomo, że po piciu powrót do domu był niemożliwy i Paweł nocował w hotelu. Dzwonił i przed i w trakcie imprezy. Ba, obudził ją w środku nocy, by z szelmowskim uśmiechem spytać, czemu śpi, gdy on do niej dzwoni. Hania zaspana odpowiedziała, że teraz on już wie, jak to jest, gdy w poniedziałkowej porze jego drzemki ona go kocha a on śpi. Zaśmiali się już oboje. A rano zadała niewinne pytanie, czy już wstali.

– A i owszem – odpowiedział.

– Pokaż – sprowokowała.

– Dobrze, ale ty też się pokaż – napisał.

– Ok, tylko zamknę drzwi do biura.

Zabrzęczał telefon, wcisnęła opcję wideo. Wow! Nagusieńki Paweł właśnie ustawiał telefon, tak by mogła zobaczyć jak wchodzi pod prysznic.

– Tygrysio moje wstało, cześć Chłopaku, trochę jesteś niewyraźny po nieprzespanej nocy. Fajna była imprezka. Widać po Tobie, że piłeś. Nie jedziesz jeszcze prawda?

– Niuśka, cześć kochanie! No pewnie, że nie. Dasz mi chwilkę? Paweł już wchodził do kabiny prysznicowej. Hania z lubością przyglądała się jego ablucjom. Dżizas, ale on ma zgrabny tyłeczek – pomyślała, gdy spłukiwał z siebie wodę z mydłem. Po chwili odwrócił się do niej przodem.

Młody grecki bóg we wzwodzie! Wow! Przesłał całusa. – Pokaż i ty, proszę.
Hania odwróciła się w stronę drzwi sprawdzając czy na pewno są zamknięte. Bluzkę zdjęła przez głowę. Rozpięła zapięcie biustonosza. Uwolniła piersi, które od samego tylko patrzenia na kochanego mężczyznę, stały się ciężkie i nabrzmiałe. Wow – jęknął Paweł – moje koleżanki kochane. Jego dłoń spoczęła na ktosiu i…. zaczęła się rytmicznie poruszać. Nie, tego to się Hania nie spodziewała. Masturbował się dla niej! Czy jest coś bardziej intymnego? Jakiego dowodu jeszcze chciała, że nie jest mu obojętna? Trwało to może parę minut, nie liczyła. Paweł jęknął i skończył. Uśmiechnął się szeroko.

– Dziękuję ci za pomoc – powiedział lekko zdyszany. Hania umiała się tylko uśmiechnąć i przesłać buziaka. Do niczego więcej nie była zdolna. Zaskoczył i zauroczył ją totalnie. Czegoś takiego nie zrobił dla niej żaden facet! Owszem, czasem i Paweł pomagał sobie ręką, ale żeby tak od początku do końca, by patrzyła… Tego nigdy nie było.

– Buziolki, kochanie, lecę – cmoknął w ekran i już go nie było. Hania była zbyt zszokowana by zareagować. Nie, no pruderyjna to ona nigdy nie była, ale nie odważyła się do tej pory by pokazać Pawłowi, że potrafi się zaspokoić sama w jego obecności, choćby nawet przed kamerą. A on to zrobił w tak naturalny sposób! Czy to nie jest dowód wielkiego zaufania jakim ją darzył? Przecież tego chciała? Czy to nie oznacza, że oddał się jej? Taaa, i to ona go uczy zwariowanych rzeczy? Przypomniała sobie, gdy kiedyś jej powiedział, że z nią to robi rzeczy, o których nawet nie marzył. Najwyraźniej uczeń przerósł mistrza. Hania uśmiechała się błogo, a policzki pulsowały rumieńcem.

Skoro ze spania i tak nic nie będzie, to Hania wstała, umyła się, nałożyła makijaż, włosy, jak zwykle, gdy potrzebowała, nie układały się wcale. Trudno. Lepiej nie będzie. Zrobiła sobie kawę i zaczęła szykować sałatkę. Wcześniej miała przygotowane polędwiczki z indyka obsmażone w ostrej papryce i imbirze w oleju rzepakowym. Teraz miały posłużyć za bazę do sałatki. Pierzynkę zrobiła ze świeżej rukoli, a na nią układała kawałki smażonego indyka, pokrojone kawałki słodkiej gruszki i świeże maliny. Całość przyprószyła drobno tartym serem w typie parmezanu. Krwiste maliny i pomarańczowy od papryki indyk świetnie się komponowały. No. Jestem zadowolona! Udało się. Wstawiła sałatkę do lodówki. Paweł powinien być zadowolony. Zbliżała się siódma. Ubrana, umalowana, spakowana do pracy. Ostatnie spojrzenie w lustro. Noooo, całkiem całkiem, tylko te niesforne włosy. Trudno. Nie ma już czasu na poprawki, a poza tym za oknem deszcz i to konkretny. Pewnie za parę minut z fryzury niewiele zostanie. Już z biura zadzwoniła do Pawła. Zajęte. Nic dziwnego. Gdy tylko wyjeżdżał z biura, wszyscy klienci potrzebowali go i tylko on mógł rozwiązać problemy ich świata. Zajęte nadal. Napisała, zatem: – Czas dojazdu pod centrum? Jo. Za ile będziesz? Bez zmiany 8:20 – 8:30.

No to mogę już jechać. Pół godziny to dwa razy tyle czasu ile potrzeba by z biura dojechać na drugi brzeg Wisły. Hania nie przewidziała tylko jednego, że pogoda spłatała jej figla. Już od jej biura do mostu ciągnął się gigantyczny korek. Auta poruszały się w tempie 10m w pół minuty. Ledwo wcisnęła się na pas. Minęło 15 minut a ona nawet nie dojechała do mostu. Spóźnię się, jak nic. W tym tempie to dobrze będzie jak ja dojadę na dziewiątą. Była zła na siebie, że nie wyjechała wcześniej, ale… No właśnie. I tak dała sobie dwa razy więcej czasu. Korki w Wawce są nieprzewidywalne, nie ma co się złościć. Paweł i tak poczeka. Spoko. Korki – napisała. Jo – odpowiedział. No i nie ma się, czym martwić, Paweł też będzie później. Uff… Spojrzała w lusterko, makijaż nierozmazany. Dobrze. Włosy lekko wilgotne, ale jeszcze nie całkiem oklapnięte. Spoko. Parę minut przed dziewiątą wjechała na parking. Znalazła oznaczone przez Pawła miejsce. I … Jest! Serce fiknęło koziołka. W jasnych spranych dżinsach, koszuli w niebieskie paski i narzuconej granatowej kurteczce z zielonym wykończeniem przy kołnierzu wyglądał… Bosko – pomyślała. Już mi się podoba. Nadal mi się podoba. Stale mi się podoba.
Wsiadł do auta. Cmoknął w policzek, uszczypnął w udo.

– No cześć Niusia – zamruczał.

– No cześć Tygrysiu – odpowiedziała.

– To teraz nas stąd zabierz. Labirynt jakiś.

– No tak, na tym poziomie jestem pierwszy raz, zaraz coś wykombinujemy – Hania ruszyła. W prawo, w lewo, w prawo i jakoś jej się udało odnaleźć kierunkowskazy. Na dworze nadal padało, ale ruch w przeciwnym kierunku toczył się wartko.

– Zobacz, jaki korek. Przepraszam, nie mogłam wcześniej. A i tak jechałam po Ciebie 45 minut,  o pół godziny dłużej niż zazwyczaj.

– To, dokąd jedziemy? – Kiwnął głową, że rozumie.

– Na Strumyki może być? – Hania skupiła się na drodze. Paweł milczał.

– Czemu nic nie mówisz? – Spytała po chwili

– No przecież śpię – odparł.

– To śpij – nawet na niego nie spojrzała. W zasadzie to miał rację, mógł chwilę odpocząć. Jechał ponad trzy godziny w deszczu. Miał prawo mieć zmęczone oczy, tyle czasu w pełnym skupieniu. Przymknąć na chwile oczy? Czemu nie? Hania znów patrzyła tylko na drogę.

– Buuuuu – gwałtownie wyrzucił z siebie – nie śpij! Paweł wykręcił straszną minę, z założenia mającą ją wystraszyć. Hania odruchowo drgnęła, aby po chwili się roześmiać.

– Przecież nie śpię, jadę.

– No, przeca widzę.

I już znajome skrzyżowanie i już wjazd do garażu.

– Uważaj na sąsiada – Paweł aż wychylił się z okna by spojrzeć czy aby przypadkiem Hania nie zaczepi przodem auto sąsiada. Nie, nie ma mowy. Hania znała swój samochód na wylot. Codzienna praktyka. Wjechała bezbłędnie. Jeszcze chwila…
Otworzyła drzwi. Wpuściła go przodem do mieszkania, bo chciała jeszcze sprawdzić czy na korytarzu nikogo nie ma. Natychmiast objął ją w pasie i pocałował.

– No dzień dobry nareszcie! Wtuliła się w szeroką klatę. Tak. W domu. Nareszcie. To było jej miejsce. W jego ramionach. Odepchnął ją leciutko, odwrócił i pogłaskał po pupie. Mrrr – zamruczał.

– Mrrr to właśnie idą – Hania schyliła się by pogłaskać po głowie Karmela, który jakże by inaczej wcale nie zwrócił na nią uwagi. Witał się przecież z Tygrysem. Kot to kot. Pozna zawsze swój swego. Mokka chwilowo siedziała pod łóżkiem. Musiała się oswoić z przybyszem. Paweł tymczasem skierował się do łazienki po drodze zdejmując koszulę. Został w szarej koszulce z krótkim rękawem. Hania już stawiała garnek z wodą na gaz. Pielmieni syberyjskie potrzebują tylko trzech minut od wypłynięcia, by można je było podawać na stół. Obiecała kiedyś Pawłowi, że kupi i przygotuje. Paweł kochał pierogi w wydaniu swojej mamy. Oby były dobre. Hania kręciła się pomiędzy kuchnią a pokojem, ustawiała na stoliku przybory, serwetki… Stanął za nią i znów mocno przytulił.

– Chcesz coś? Herbaty? Wody? – Spytała.

– Tak, chcę – przesunął biodrami najpierw w prawo, potem w lewo. Nie odwracając się Hania wsunęła mu dłonie w spodnie. Pogłaskała. Oboje wiedzieli, na co każde z nich ma ochotę. – Może być woda. Sięgnęła po dzbanek z wodą i z cytryną.

– O, jakaś szara ta woda – już się zaczynało marudzenie? A może to tylko żarty z jej zdolności bycia gospodynią?

– Tak, szara – nie zaprzeczyła – z cytryną.

– No przecież mówię – oczy Pawła już się śmiały – co z tą wodą w garnku? Co tak długo?

– Zaro, coś taki niecierpliwy?

– Głodny tylko i…

Hania zaczęła wrzucać pierożki do wrzątku, a Paweł asystował stojąc za nią i zaglądając przez ramię. Ustawiła minutnik. Otworzyła lodówkę.

– To może zjesz sałatkę? – spytała. Zajrzał do lodówki.

– Wow! Ale pięknie wygląda! Te malinki! Ale to może będzie na potem, jak wrócimy. Teraz to tylko pielmieni.

Podeszła do kuchenki, by ostrożnie zamieszać w garnku a Paweł usiadł na taboreciku. Nagle przyciągnął ja do siebie i posadził na kolana. Chociaż sądząc po wybrzuszeniu, to nie koniecznie były kolana. Hi hi hi. Tak. Głodny to on już był. Tylko czy koniecznie chciał jeść. Hania odwróciła się do niego wstając. Pocałowała go w usta, a on schował w niej twarz na wysokości biustu.

– Auuu, co mnie tu takiego ukłuło w oko? – Odwrócił ją zdecydowanym ruchem. Wsunął ręce pod sukienkę i rozpiął stanik. Hania lekko popchnęła go w kierunku sypialni. Paweł próbował zrzucić z niej biustonosz, ale go przytrzymała.

– Musisz sam zobaczyć, co cię ukłuło – Zdjęła sukienkę przez głowę i stanęła przed nim tylko w bieliźnie. Miała na sobie majowy prezent od niego. Taką niespodziankę jej zrobił. W pracy dostała SMS, że paczka Inpost jest do odbioru w paczkomacie niedaleko domu. Takie niespodzianki to mógł robić tylko Paweł. Pojechała po paczkę zaraz po pracy. A Paweł dopytywał się czy już widziała i czy pasuje. Ale co? Nie, jeszcze nie wiem, co w niej jest. Zakładam, że jak ma mi pasować to pewnie coś z bielizny? Zajrzyj, przymierz i się pochwal – odpowiedział wtedy. Hania w samochodzie niecierpliwie rozpakowała paczkę. Dwa pudełka w środku. Otworzyła pierwsze. O rany! Jakie cudne kropeczki! Na beżowym tle mnóstwo kropeczek a brzeg wykończony koronką. Białą. Biustonosz w jej rozmiarze. Już tym większym. Co jest w drugim? Pewnie majtki do kompletu? Paweł wybrał jej bieliznę po raz kolejny. Szybko otworzyła drugie pudełko. Biustonosz. Beżowy. Z koronką w stylu Ciotki Klotki. Zabrzęczał telefon:

– No i jak?

– Kropeczki śliczniowe. Będę musiała dokupić majtki.

– Przepraszam, nie znałam twojego rozmiaru. Pokażesz?

– Tak, tylko dojadę do domu.

– A drugi?

– Paweł, szczerze? Czy możemy go jakoś zwrócić? Wymienić? No on jest taki nie w moim stylu, jak dla starej baby

– A to za parę lat będziesz miała jak znalazł – odpisał żartem. – Nie podoba ci się? ☹

– No nie specjalnie.

– Nie marudź. Rób zdjęcia. Sam ocenię.

Hania wpadła do domu i natychmiast schowała pudełka do szafy. Rozebrała się i wysłała pierwsze zdjęcie:

– No ślicznie! Pasuje? Nic nie uwiera? – Pytał z troską Paweł.

– Kropeczki są obłędne! Dziękuję! ?. ?. ?.

– To teraz ten drugi

– No dobra, ale on jest taki… – Hania wysłała zdjęcie.

– No i supcio.

– Tygrysiu, w sumie to przepraszam, najważniejsze, że tobie się podoba, to ty mnie będziesz z nich rozbierał. Nie powinnam tak marudzić. Dziękuję. Ale czy mogę wymienić ten drugi?

– Niom. Niom. Aż tak bardzo ci się nie podoba? Nie trafiłem z prezentem ☹

– Nie, no powiedzmy, że mi się podoba 50/50 ☺

– 75?

– Dobrze, kochanie. Niech będzie 75%. Dziękuję.

Hania stała, zatem przed nim w ulubionych kropeczkach. Majtki też były kropeczkowe. Paweł głaskał ją po piersi.

– Nie, no to jest śliczne.

– Tak, uwielbiam ten zestaw kropeczkowy – zanim Hania skończyła mówić stanik już leżał na podłodze a dłonie Pawła obejmowały jej piersi ściskając do środka. Mruczał coś tam pod nosem. A, że śliczne. No, skoro tak mówisz. Te twoje bokserki chyba są za małe. Tak bardzo ci się podoba. Uśmiechnęła się promiennie.

– Nałóż coś na siebie mniej zobowiązującego – Paweł wskazał leżącą na podłodze sukienkę.

– Tak, już coś narzucam – otworzyła szafę i wyjęła sukienkę mgiełkę dwuwarstwową mini, w której latem, gdy było gorąco biegała po domu. Teraz już było gorrrąco. Paweł zajrzał do szuflady z bielizną. Wyjął jeden z biustonoszy. Czarny przezroczysty z obszyciem z materiału w biało-czarną kratę. Hania wyjęła ten drugi beżowy, majowy.

– O ten…

– Tak, co mi się nie podoba.

– Ok, pokaż, zakładaj – komenderował. Posłusznie zdjęła sukienkę i założyła stanik.

– Noooo, co ty chcesz…

– Oj, bo on ma taki kształt jakiś nieżyciowy.

– No, na modelce wyglądał przepięknie, na tobie też. A że kształt misek ci się nie podoba? Nie wiem, o co ci chodzi.

– No, bo ta koronka jak dla starej baby… – marudziła dalej.

– No, to będziesz miała na pogrzeb – zażartował- chciałem, żebyś miała coś takiego na wypadek wyjścia biurowego, wesela, no takie niezobowiązujące, ale ładne.
Cmoknęła go w policzek – To w sklepie byłeś, żeby modelki oglądać?

– Ta, no jasne… ha ha ha – zaśmiał się – Przecież nie mam jak. W necie kupiłem. Modelki se pooglądałem i wyobraziłem ciebie w tym. Dla mnie śliczne. A teraz kuchnia, bo chyba się minutnik włączył.

Hania wyjęła dwie miseczki na zupę i łyżki stołowe.

– Chyba dam łyżki, bo mają w środku rosołek, widelce je tylko zniszczą – powiedziała.

– Z rosołkiem? No, pewnie!

– Ile chcesz?

– Takich, no może dziesięć… Nałożyła chyba szesnaście. W końcu to Paweł. Zje na pewno.

Usiedli przy stole.

– Coś ci podać do tych pierożków?

– Pieprz z młynka. Świeży.

Hania szukała młynka w kuchni.

– Oj chyba po remoncie nie mogę go znaleźć. Miałam na pewno. Teraz nie wiem gdzie jest. Mam mielony. Chcesz?

– Nie, taki to nie. Nie pasuje. To nie o to chodzi.

– Znalazłam. Yuppi! – Hania już biegła do stołu z młynkiem w dłoni.

– No siadaj wreszcie, bo nie mogę się doczekać, aż spróbuję. Tak pachną. Obłędnie!

– Już, już, to zaczynaj beze mnie. Wezmę tylko śmietanę.

Usiadła wreszcie. Pierwszy pielmień obtoczony śmietaną. Rozpływał się w ustach. Spojrzała na Pawła. Mruczał. Wzdychał. Szczęście gurmana tak właśnie wygląda! Uśmiechnęła się. Trafiła tym razem. Nie trzeba było słów. Popatrzyli na siebie.

– I co ? nie mówiłam, że dobre?

– Mhmmm – tylko mruknął i patrząc na jej miseczkę, nałożył sobie śmietany. Pielmieni w Rosji podawane są albo ze śmietaną albo z octem. Hania uwielbiała śmietanę. Widocznie Paweł też. Odsunął od siebie pustą miseczkę, oparł wygodnie o kanapę i klepał z zadowoleniem po brzuchu. Hania kończyła swoją porcję. Po raz pierwszy odkąd spotykała się z Pawłem, zjadła normalne śniadanie, bo zawsze tylko skubała sałatki. Dziś pielmieni zwyciężyły emocje. Paweł wstał, zalał wodą dwa kubeczki z herbatą, które wcześniej postawiła na blacie. Spojrzał pytająco na nią.

– Czego szukasz? – Spytała.

– Łyżeczki, chciałem wyrzucić torebki.

– W szufladzie pod kuchenką, na prawo od ciebie – wskazała kierunek.

Paweł niósł w dłoniach kubeczki, ale nie szedł do niej, tylko poszedł do sypialni. Acha. Koniec śniadania. Pora na leżanko? Nie. Wrócił z butelką wina i herbatą.

– To winko lubisz? Skinęła głową. Tak. – A tu masz herbatkę do biura, co byś pomerangranaciła. Hania wstała. Podeszła do szafki, na której ustawiła oleje tłoczone na zimno, butelkę swojej nalewki. A obok leżały pasiaste skarpetki. Męskie stopki do letnich butów. Prezenty dla Pawła. Bo tak jak się spodziewała przywiózł jej ulubione winko. Zawsze przywoził. Herbatki dobre też. Dzisiaj również. Paweł wrócił z pustymi butelkami. To po jej nalewkach. Prosiła, by je oddawał, bo brakowało jej tary.

– Dziękuję. To ile jestem ci winien za te oleje? – Spytał.

– Nic. To prezent. Chociaż taki mogę spokojnie ci zrobić. A i skarpetki oczywiście. Dla ciebie.

– Dziękuję. Mam sporo stopek, ale wiesz…

– Tak, wiem, córcie ci je podbierają i latem nie masz, w czym chodzić?

– Coś w tym stylu – zaśmiał się. Dziękuję – powiedział pakując wszystko, co stało na szafce.

– Dużo jakoś tego oleju – zdziwił się.

– A bo dołożyłam jeszcze olej z krokosza. Na spróbowanie.

– A wiesz, że i ja o nim myślałem.

– Tak – zdziwiła się – Nie wiem, do czego go używać, ale przeczytałam, że jest bardzo zdrowy.

– Do wszystkiego! Do mięsa, do sałatek!

W podziękowaniu cmoknął ją w głowę i lekko popchnął w kierunku sypialni. W drzwiach objął ją mocno, przyciągnął do siebie i pocałował. Już sam jego smak podniecił Hanię. Chęć była wzajemna. Paweł opadł na łóżko. Hania na niego. Pocałunek był wyjątkowo namiętny. Nie widzieli się tak długo. Z czułością smakowali siebie. Hania westchnęła cicho. Na chwile uniosła się na rękach by spojrzeć w śmiejące się oczy Pawła. O, tak! On też to czuł. On też tego chciał!

– Wstań na chwilę – poprosiła.

– Przecież już stoję – zaśmiał się.

– Tak, czuję – odpowiedziała – ta kapa jest niewygodna, pościel również wylądowała na podłodze. Gorąco było i bez kołder. Paweł leżał na plecach, podniósł tylko biodra w górę, by mogła zsunąć z niego bokserki.

– No, dzień dobry ktoś chce mi powiedzieć – Hania liznęła wyprężonego ktosia od góry. Drgnął na powitanie. Wyprostowała się i klęcząc nad nim ściągnęła sukienkę przez głowę. Widok koleżanek momentalnie podziałał na Pawła. Przyciągnął je do siebie i wycałował każdą z osobna, by na koniec ukryć głowę między nimi. Hania lubiła ten moment, gdy mruczał coś z głową między jej piersiami. Teraz też tak było. Jego dłonie przesunęły się na jej pośladki. Delikatnie posadził ją na sobie. No witaj w domu. Szepnęła. Zaczęła się na nim poruszać. Paweł tylko chwytał ustami powietrze. Hania lekko poruszała się w tył i w przód. Zeszła z niego, by znów objąć ustami rozedrgany członek. Paweł odgarniał jej włosy z czoła, chciał widzieć jej twarz, jej uśmiech, gdy całowała ktosia. A ona lubiła się nim bawić, tak pięknie reagował na każdy jej dotyk, na lekkie dmuchnięcie powietrzem, na liźnięcie, mocniejszy chwyt u nasady. Robiło się goręcej. Paweł przerzucił ją na plecy w drugi koniec łóżka, przyciągnął jej biodra do siebie, wszedł w nią mocno i kilkakrotnie szybko w niej poruszył. Jęknęła tylko z zadowolenia. Jakby wiedział, że musi przeciągnąć jej przyjemność, Paweł wyszedł z niej, znów pocałował i odwracając się do pozycji sześć/dziewięć podał siebie jak na tacy. Kiedyś oboje śmiali się, że to raczej nie dla nich, ale dziś wszystko im pasowało. Hania skupiła się na dawaniu, Paweł ochoczo zaspokajał paniusię. Już – szepnęła – nie mogę. Paweł odwrócił się. Moja piękna, znów nachylił się nad Hanią. A ona pulsowała już cała. Jeszcze tylko to jedno magiczne muśnięcie języka, jeszcze tylko ten ruch masujący palcem. Hania jęknęła, wyprężyła biodra i oddała się Pawłowi bez reszty. Dyszała ciężko, ale wiedziała, że to jeszcze nie koniec. Teraz kolej na Pawła. A on właśnie opadł na nią i starał się szybko i mocno w nią wchodzić. Nagle przestał. Położył się na plecach i ciężko oddychał. Zmęczyłem się – uśmiechnął się do niej. A, to OK. Już się robi. Hania nachyliła nad nim. Pomógł jej go dosiąść. Teraz to Hania nadawała tempo. Kręciła się, unosiła w swoim tempie. Patrząc w jego oczy starała się odgadnąć ten moment. Paweł ciężko oddychał. Nagle jęknął głośno: Dżizas… Haniu… Opadła na niego ten ostatni raz. Trzymał ją mocno za biodra. Oboje ciężko oddychali. Hania uśmiechała się do siebie: udało się, ja tu rządzę… Paweł zsunął ją z siebie. Dżizas… Nie wiem jak to zrobiłaś… Hania opadła na poduszkę obok niego. Nic się dla niej nie liczyło. Ten moment, jak chwila jedności, bosko… Odwróciła się do niego plecami, leżała teraz na boku. Spojrzała na szafkę nocną obok łóżka i… Na szafce stało opakowanie perfum. Fioletowa kula, z zatyczką, coś na kształt granatu.
– To dla mnie? Ależ ja… – zaskoczona nie wiedziała, co powiedzieć. Nieporadnie starała się zerwać celofan. Paweł pomógł jej. Dalej poszło już składniej. Hania zdjęła zatyczkę, na zawieszce były dwie obrączki. A ona wcześniej powiedziała, że to jak zawleczka granatu. Raczej nie. Psiknęła odrobinę na wnętrze dłoni, na nadgarstek.

– Mmmmmm – mruczała w zachwycie – Ależ piękne… mmmmm.

– Naprawdę ci się podoba? Bo ostatnie to były nietrafione..

– Nie, nie do końca, może nie w moim stylu, ale też piękne. Ale te są boskie… – Zatopiła się w zapachu.

– Nie było większych butelek – Paweł zrobił smutną minę. Hania spojrzała na niego dziwnie. Przecież to największa z możliwych pojemności, 100–tka – Wystarczy ci do końca lata? – Pytał dalej.

– Jasne, oczywiście! Dziękuję! – nachyliła się do niego i pocałowała w policzek.  No to teraz leż – Paweł już się do niej przysuwał. Objął lewym ramieniem. Nie ruszaj się przez chwilę. Hania z lubością oparła się o ramię. Wtuliła w niego i odpłynęła w swój świat. Jaka ja byłam głupia myśląc, że nic dla niego nie znaczę. Mężczyzna, który nie kocha, tak się nie zachowuje. Nie robi drogich prezentów. Bzyka i odchodzi. Paweł był obecny w jej życiu coraz bardziej. Rzadko bywały dni, by nie rozmawiali. Choćby dwie, trzy minuty, ale był. Bo chciał usłyszeć jej głos. Dzisiaj przeszedł samego siebie. W jego oczach widziała tyle miłości. Odrzuciła swoje wcześniejsze rozterki.

– Głupia jesteś – mówiła Ruda – nic  z tego nie będzie. Miałam to samo z Pilotem.

– Po co ci ten związek. Zamknij drzwi. Otwórz się na coś nowego – radziła Hogata.

– Nareszcie ci się japa śmieje, dawno tak nie było – Sisi akceptowała wszystko. No tak, ale i Sisi zauważała zmiany, jakie w niej nastąpiły. Pa awanturach z zeszłej wiosny, kiedy to sobie z Pawłem wyjaśnili, jaki kto jest zaborczy, nachalny, wiecznie niezadowolony, złośliwy i tym podobne impertynencje, Hania zmieniła podejście. Trudno, nie mam go na stałe. Ale czy ja go w ogóle chcę na stałe? Nie, nie chcę. Nie rozwiążę swoich problemów finansowych na tyle, by rzucić wszystko i wyjechać z Pawłem za granice. Paweł nigdy nie zostawi swoich córeczek. Tym bardziej, że był i Wnoosio. Nie ma zatem szans na cokolwiek wspólnego. Jedyne, co mają, to takie właśnie momenty, takie okruszki, takie słoneczne promyczki. Eclat d’Aprege. Są jak te perfumy. Intensywne z początku, a potem zostaje po nich tylko lekka mgiełka. Wspomnienie namiętności. Czy chciała to zmieniać? Już nie, cieszyć się minutami szczęścia. O Tak! Tylko to teraz mogli robić. Są dla siebie. Choćby przez moment. Kto powiedział, że bajki mają zawsze dobre zakończenie? A czy ich spotkanie to bajka? Przeznaczenie dało im tylko te chwilę. Rzeczywistość wyprostowała i ułożyła ich znajomość w sztywne ramy. Romantyzm przegrywa z finansami. Nie ma co gdybać, co by było gdyby miała pieniądze? Gdyby Paweł zostawił żonę? Gdyby… A nawet gdyby, to córki by ją zjadły żywcem…

Niusia… mruczał jej do ucha… Musimy jechać. Ale wrócimy tutaj za chwilę… Niusia… wstawaj…

CDN…